9maj2012
Inauguracja sezonu
Autor: Aktywistka. Kategorie: Aktualności.
29 kwietnia 2012 sekcja eksploracyjna rozpoczęła sezon wykopkowy
Mamy nadzieję, że okaże się równie owocny jak zeszłoroczny. Pierwsze znaleziska przygotowane do depozytu
9maj2012
Autor: Aktywistka. Kategorie: Aktualności.
29 kwietnia 2012 sekcja eksploracyjna rozpoczęła sezon wykopkowy
Mamy nadzieję, że okaże się równie owocny jak zeszłoroczny. Pierwsze znaleziska przygotowane do depozytu
4maj2012
Autor: Aktywistka. Kategorie: Aktualności.
21 kwietnia AD 2012 członkowie grupy rekonstrukcyjnej zorganizowali manewry, których integralnym elementem było kręcenie filmu.
Oto relacja jednego z uczestników:
… Poranek jak każdy inny. Blade słońce przebija się znad wzgórza psując nastrojowy półmrok oświetlany okopową lampką. Niby dzień zaczynający się jak każdy inny, ale wszyscy w całym plutonie przeczuwają najgorsze. Koło południa mamy zdobyć mocno bronione pozycje nieprzyjaciela, znajdujące się na samym szczycie wzgórza, dwa kilometry od naszych pozycji. Kilkaset metrów morderczego biegu, żadnej osłony, schronienia, choćby kawałka pnia dającego jakże cenne chwile wytchnienia. Jakby tego było mało, dowództwo jasno dało do zrozumienia, że na wsparcie lotnictwa czy artylerii nie mamy co liczyć…
Zaledwie kilka kroków od stanowiska moździerza, przy zbutwiałej skrzyni pełniącej rolę biurka, Feldwebel bełkotliwym lekko głosem omawiał wraz z dowódcami drużyn szczegóły natarcia. Doskonale zdawali sobie sprawę z powagi sytuacji. Nasłuchując dochodzących z pobliskiego młodnika groźnych pomruków szalejącej artylerii wroga głowili się jak dokonać niemożliwego. Nagle ściszone do granic możliwości głosy trzech mężczyzn zagłusza dźwięk telefonu polowego…
12 w południe. Wtedy pluton ma zdobyć pozycje wroga na wzgórzu i utrzymać je za wszelką cenę.
Pomimo świadomości w jak beznadziejnej sytuacji się znajdujemy, morale utrzymywało się na wysokim poziomie. Każdy chciał dołożyć swoją cegiełkę do ostatecznego zwycięstwa i każdy bez wyjątku chciał by to piekło się skończyło.
Prawda jest jednak taka, że piekło zaczęło się tego pamiętnego dnia o 12.00. Posuwając się ostrożnie tyralierą wzdłuż ledwo widocznego w gąszczu gościńca, naszym oczom ukazała się wielka – niczym stadion lekkoatletyczny – polana. Zdaliśmy sobie wtedy sprawę z faktu, że by zdobyć wzgórze musimy przejść bez żadnej osłony przez tą patelnię. Było około 25 stopni Celsjusza, a my od stóp do głów ubrani w mundury z wełnianego sukna powoli poruszaliśmy się naprzód. Zalegliśmy tuż przed skrajem polany kryjąc się w gęstwinie i nerwowo oczekując dźwięku gwizdka podoficera – nakazującego ruszać na pewna śmierć. Nie było nam dane kontemplować zbyt długo bezkresu odcinka, który mieliśmy przebiec – bowiem chwilę później rozległ się głos gwizdka nakazujący ruszać grenadierom z pierwszej drużyny. Ogień zaporowy był bezcelowy, waliliśmy na oślep, gdzie popadnie byle tylko odciągnąć ogień nieprzyjaciela od naszych towarzyszy broni. Nie zdążyli przebiec kilkunastu metrów a już kilku z nich wiło się w agonii wzywając Boga czy własną matkę … . Nagle wszyscy jak jeden mąż padli chowając głowy jak najniżej. W tym samym momencie do morderczego maratonu ruszyliśmy my. Kule świstały dokoła mojej głowy, żadna na szczęście nie dosięgnęła celu. Nie wszyscy moi towarzysze mieli tyle szczęścia co ja… Pokonaliśmy tak dobre trzysta metrów gdy swój koncert nagle rozpoczęła artyleria. Śmiercionośna jak zawsze, choć tym razem odrobinę nam pomogła. Wybuchające wokół nas pociski sprawiły, że wysuszona wiosennym słońcem trawa momentalnie stawała w płomieniach. Wiatr, który wiał nam w plecy okazał się naszym sprzymierzeńcem. Rozdmuchując tumany kurzu i dymu osłaniał nas przed gradem kul posyłanych z okopów wroga. Toteż ogromne zaskoczenie dało się widzieć na twarzach obrońców gdy z wściekłością wpadliśmy wprost na zajmowane przez nich pozycje! Jednak mocno przetrzebione morderczym biegiem drużyny nie naparły z dostatecznie dużym animuszem. Obrońcy momentalnie chwycili za broń. Najdotkliwiej przekonał się o tym jeden z moich towarzyszy, świetny strzelec MG42, który trafił do nas z dywizji “Wiking”. Jeden z Polaków roztrzaskał mu głowę saperką… Hełm nieszczęśnika poleciał na kilka metrów w głąb transzei a jego ciało osunęło się niczym szmaciana lalka na dno okopu. To było istne piekło… Ataki powtarzaliśmy dwukrotnie, ponosząc coraz dotkliwsze straty. Ostatecznie zostaliśmy zdziesiątkowani i wyparci z pozycji nieprzyjaciela. Przeżyć udało się nielicznym. Zaledwie kilku strzelców. Wracając miałem przed oczami posiłki, które były w drodze do naszych pozycji. Miały się pojawić dopiero za dwa dni. Czy zdąża? Jeśli nieprzyjaciel zdecyduje się na kontratak nie powstrzymamy jego rozmachu, a nasi nieświadomi koledzy podzielą nasz los…
Fester
Nam udało się zdobyć kilka kadrów z filmu
W manewrach udział wzięli:
GRH 549 VGD
Zachód 1944
GRH Borujsko
20luty2012
Autor: Aktywistka. Kategorie: Aktualności.
W dniach 17-19 luty 2012r Bracia Czesi zrzeszeni podobnie jako i my w stowarzyszeniach – nazywanych u nich Klubami – zorganizowali pod Pragą Ardeny 1944 . Dzięki istniejącej współpracy między grupami polskich i czeskich FJ-ów ( Duży ukłon dla Kolegi Rada z FJR1 oraz Kolegi Pawła z Czech) grh FJR1 otrzymała zaproszenie na ta batalię. Po skompletowaniu wymaganego umundurowania oraz przychylności Kolegów z Zachodu 1944 pojechałem tam i ja.
Niemieckie i Czeskie autostrady, 7 godzin i jesteśmy. W międzyczasie nadeszła odwilż i czeskie góry z 2 metrami śniegu spływają potokami wody. Na miejscu błoto po kolana. Niemcy czyli WH, SS( nazywani tu Sure Sportowcy
) i LW mają jako kwaterę podziemny bunkier wkopany w zarośniętym lasem wzgórzu. Wskazują nam nasz kącik – najważniejsze że suchy – lampki naftowe i świeczki to całe oświetlenie. Przybywają kolejni uczestnicy: Słowacy, Ukraińcy, Rosjanie, ale trzon to czeskie grupy no i my. Kondygnacje pod nami zajmują Super Sportowcy, którzy pilnują sztabu. Przed drzwiami żandarm – nie ma z nim rozmowy. Sztab funkcjonował zgodnie z realiami: telefony, kurierzy, mapy, rozkazy na piśmie i łącznicy na motorach. Od 20.00 obowiązuje wojna, czyli wszyscy jesteśmy żołnierzami i tak mamy się zachowywać. W międzyczasie frontowa kolacja, z kuchni polowej, kucharze mają rasowe brzuchy i nalane gęby. Dostajemy po menażce gorącej zupy frontowej – ja miałem nawet ze dwa kawałki marchewki:):). Zadanie na cała noc dla FJ-ów- czyli do 07.00 – to rozpoznać amerykańskie siły i zameldować o tym w sztabie. Ruszamy przez błota, glinę, kałuże-wieje wiatr aż gwiżdże pod hełmem – gdzie nieprzyjaciel nie wie nikt. Dzielimy się na mniejsze grupki. Ja i Jarek M. podchodzimy pod amerykański obóz – to leżymy w kałuży, to na śniegu -wokół nas słychać wroga. Do 07.00 broń to latarki-kto zostanie oświetlony jest w niewoli. Kiedy podkradamy się do obozu wpadamy na ukrytych spadochroniarzy z 101 Airborne (poznaję białe serca na hełmach i orły na ramionach). To pułapka, twardo trzymamy się roli (za co po 2 dniach grupa otrzymuje wyróżnienie od d-cy) i gramy Niemców do końca – czyli do momentu zapakowania nas na Dodge (przewoźny obóz jeniecki). Po dwóch godzinach Dodge jest pełen naszych kolegów. Przychodzi mróz, jesteśmy mokrzy od wody, spoceni od biegania , zmęczeni, do kolan w błocie, w butach chlupie. Słyszymy jak nasze ubrani skrzypią od mrozu, a Amerykanie nam mówią iż wypuszczą nas o 07.00, czyli za 4 godziny. Decyzja- atakujemy strażników i uciekamy. Z powodu nieuwagi żandarmów mamy trzy pistolety(czyli trzy latarki). Czekamy aż nieprzyjaciel się rozejdzie. Jeden negocjuje zejście z budy za potrzebą i atakujemy! Amerykanie zgłupieli i pomimo oświetlenia ich nie weszli w role zabitych lub wziętych do niewoli. Pojawił się patrol czeskich Kolegów z WH i wytłumaczył Amerykanom, że dali d**y i muszą się poddać. Zgodzili się na nasze zniknięcie ale pod warunkiem, iż ruszą za nami w pościg i powiadomią przez radiostacje patrole. Nie często tak się spie****a przez pola i łąki do swojego obozu – kiedy człowiek jest soplem lodu – a może wrócić za chwilę na pakę jako jeniec.:):)
W bunkrze dwie godziny drzemko-snu, tak naprawdę nie było chyba nikogo, komu wydawało się że choć chwilę spał. Wstajemy rano gotowi do walki:):).
Odprawa oddziałów, łącznicy, rozkazy i wyruszamy jako FJ-oci aby zlokalizować, zdobyć i utrzymać wzgórze wśród pól, porośnięte laskiem brzozowym. Tyraliera przez lasy, pola, duktem leśnym. Następuje kontakt z nieprzyjacielem. Palba karabinowa narasta, słyszę charakterystyczne serie z mg-42(to nie raz opisywane darcie płótna), terkot amerykańskich browningów. Obok ktoś strzela seriami z MP-40,MP-28, Bergmana, Beretty. Czescy Koledzy bija z protoplastów Brena- piękne to i niezapomniane widoki. Amerykańskie pojazdy pancerne nas osaczają, lecą granaty dymne i hukowe. Strzelam, aż lufa mojego Mausera parzy w dotyku (ogrzewam o nią dłonie
) Kto ginie (tym razem jest zabierany do szpitala na 40 minut przez medyków i pojazdy medyczne) po recyclingu wraca na pole bitwy. Kilka razy atakujemy nasz lasek – raz ginę i grzecznie wykorzystuję tę chwilę na wykorzystanie esbitu.
Po kolejnym ataku zdobywamy lasek oraz porzuconego amerykańskiego jeepa, przy którym wykonujemy sobie pamiątkowe fotografie – niezapomniana chwila triumfu.
Na pole walki wjeżdża obiad, rozdawany z termosów wprost to ubłoconych menażek – najważniejsze aby było gorące – i jest! Jem gulasz praktycznie palcami mocząc w nim chleb. Ciało cierpnie z wilgoci i zimna. Planujemy jakikolwiek atak, nawet niezorganizowany, aby tylko pobiec i nie marznąć. Okazja trafia się za chwilę – skrzydło amerykańskiego natarcia idącego na SS mija nasz lasek i pokazuje nam plecy. Ruszamy jak Rosjanie z okrzykiem hura i ich rozbijamy. Buty mlaskają w błocku, kto pada jest mokry do bielizny.
Jeszcze jedne atak Niemców i koniec.
Umęczeni, zasmarkani po brody, formujemy szyk. Następuje podsumowanie imprezy, podziękowania, et cetera. Wszyscy wokoło – pomimo totalnego wypompowania – mają radosne, umorusane gęby! Poklepywania po plecach, wspólne fotografie, wymiany adresów.
Nasz d-ca czeski FJ Paweł zaprasza nas do siebie – to Terezina – gdzie mamy zapewniony nocleg. Jedziemy w deszczu 100 km i docieramy na miejsce. To fort podobny jak w Świnoujściu.. ale ze 20 razy większy. Remontowany obecnie za unijne środki. Dostajemy pomieszczenia o jakich marzymy w Policach – koszarowiec z piecykiem, gdzie następuje wieczorna integracja, suszenie skarpet i degustacja okolicznych rumów …
:). Rano zwiedzamy fort i miasto (słynne Terezinstadt). 5 godzin autostrad i witamy w Polsce.
na koniec – WARTO BYŁO!
Hajduk.Jarecki
7luty2012
Autor: Aktywistka. Kategorie: Aktualności.
W dniach 31.01 – 05.02.2012 na prośbę Piotra Piwowarczyka, który prowadzi Muzeum Obrony Wybrzeża w Fortach Gerharda w Świnoujściu byliśmy – Hajduk, Jason i Śruba z
Bastionu, oraz Wuja i Buncol z Zachodu 44 – w Kamiennej Górze, gdzie w samym środku miasta znajduje się podziemna fabryka-laboratorium. Tam – w okresie II wojny światowej – Niemcy tworzyli projekty i prototypy Wunderwaffe , a konkretnie samolotów przyszłości tzw. latających skrzydeł. Projekty realizowała firma ARADO (stąd pomysł na PROJEKT ARADO). Władze Kamiennej Góry – w oparciu o unijne środki – odgruzowało tunele, oświetliło je itp.
Piotr wziął je we władanie na kilka lat i szykuje tam trasę turystyczną, którą pomagaliśmy mu tworzyć instalując w środku szereg urządzeń ( wiele rzecz jasna na zasadzie gizmologii modelarskiej czyli science fiction:):)
Otwarcie tej trasy – na początku maja 2012 – zostanie poprzedzone rajdem w okolicach Kamiennej Góry (szczegóły w planowanych imprezach na rok 2012r) – a rajd zostanie zakończony dużą batalią w centrum miasta z udziałem grup niemieckich amerykańskich i rosyjskich.:):)
relację zdał: Hajduk
Nasze prace: https://picasaweb.google.com/aleksandra.m.h/KamiennaGora
Więcej o Arado znajdziecie http://www.facebook.com/projektarado?ref=ts
5grudzień2011
Autor: Aktywistka. Kategorie: Aktualności.

6listopad2011
Autor: admin. Kategorie: Aktualności.
Bo długich bataliach nareszcie Stowarzyszenie Grupa Warowna Bastion otrzymało nową siedzibę. Piękny zbudowany ze stali i betonu schron przeciwlotniczy położony przy ulicy Usługowej w Policach. 23-10-2011 odbyły się pierwsze oficjalne prace.
18kwiecień2011
Autor: admin. Kategorie: Aktualności.
Organizatorami pikniku są:
Stowarzyszenie Przyjaciół Ziemi Zachodniopomorskiej i Archeologii Militarnej “Grupa Warowna Bastion” i Urząd Miasta w Policach
Współorganizatorem jest:
Stowarzyszenie Zachód 1944 Szczecin
Zaproszeni uczestnicy:
grh FJR1 - Ogólnopolska Grupa Rekonstrukcji Historycznej – niemieccy spadochroniarze
grh Odwach - Ogólnopolska Grupa Rekonstrukcji Historycznej – I Polska Dywizja Pancerna gen. Maczka
grh 101 Airborne - Ogólnopolska Grupa Rekonstrukcji Historycznej – amerykańscy spadochroniarze
grh AA7 -Ogólnopolska Grupa Rekonstrukcji Historycznej – niemieccy żołnierze piechoty
173rd - Ogólnopolska Grupa Rekonstrukcji Historycznej – współcześni amerykańscy spadochroniarze (będą pełnić rolę żandarmerii razem z uczniami liceum wojskowego)
grh 549VGD -Ogólnopolska Grupa Rekonstrukcji Historycznej przy Stowarzyszeniu Bastion – niemiecka piechota
grh CANPARA – Szczecińska Grupa Rekonstrukcji Historycznej przy Stowarzyszeniu Zachód 1944 – kanadyjscy spadochroniarze
Najważniejszym dniem Pikniku będzie sobota (04.06.2011). Tego dnia odbędzie się inscenizacja walk o Normandię w 1944 podzielona (prawdopodobnie) na 3 epizody zrealizowane w godzinach: 15.00 – 17.00.
Serdecznie Zapraszamy!
24marzec2011
Autor: admin. Kategorie: Aktualności.
Od 23 marca 2011 oficjalnym znakiem Stowarzyszenia Miłośników Ziemi Zachodniopomorskiej i Archeologii Militarnej Grupa Warowna Bastion, jest logo wykonane przez naszego forumowicza Siristru. Jak to logo powstawało można prześledzić w tym wątku na naszym forum: http://bastion.szczecin.pl/phpbb/viewtopic.php?t=2320 oto finalny rezultat.

22marzec2011
Autor: admin. Kategorie: Aktualności.
Nasz konkurs jest integralną częścią imprezy organizowanej przez Stowarzyszenie Grupa Warowna „Bastion” pod nazwą Inscenizacja i biwak rekonstrukcyjny „Overlord II – Przełamanie”.
W związku z tym, iż jednym z celów naszego Stowarzyszenia jest propagowanie historii poprzez formy zaliczane do tzw. żywej historii, chcemy by nasz konkurs mieścił się w ww kanonach. Nie chcemy, by uczestnicy konkursu wykazali się znajomością „suchych” faktów czy legend związanych z historią Polic. Chcemy, by młodzież mogła sama przygotować prezentację, która w nietypowy i przystępny sposób przybliży ich rówieśnikom wybrane dzieje Polic.
Kliknij po więcej informacji na temat konkursu: http://bastion.szczecin.pl/konkurs-policz-sie-z-historia/